Skip to content Skip to footer

Mapowanie czasu

Jest popołudnie 30 sierpnia 2024 roku. Żegnamy Bornholm i wypływamy w rejs powrotny
do Świnoujścia. Dostrzegam, że ta podróż stała się torpedą rozwijającą różnorodne umiejętności. Widzę zachodzące zmiany, które pozwalają podążać w kierunku chcianego. Z odwagą wchodzę na pokład jachtu i wierzę, że rozwinięta adaptacja do życia na morzu jest silniejsza niż potencjalne zagrożenie, jakie skrywa otchłań niewiadomej. Pamięć o chorobie morskiej sprawia, że towarzyszy mi lekka niepewność. Natychmiast uciekam od galopujących w myślach obaw i rozmów, o tym, co może się zdarzyć. Skupiam się na swobodnym bujaniu w rytm ruchu wody. Czy morze jest metaforą życia? – pytam samą siebie. Wraz z dopływem kolejnej fali zaczynam myśleć, że morze symbolizuje zmienność. Widok przypływających i odpływających morskich gęstwin  może wyzwalać lawinę obaw lub uczucie spokoju. W tym momencie każdy ruch wody jest dla mnie jak powiew łagodnego wiatru, który ożywia umysł i serce. Wpatruję się w horyzont i doceniam każdą chwilę. Uczucie spokoju sprawia, że wierzę w siłę adaptacji do warunków, w jakich mam przetrwać najbliższe kilkanaście godzin. W rytm pewności siebie schodzę pod pokład, by wesprzeć wykonanie rejsowych obowiązków.

Niestety mój ruch jest niekontrolowanym manewrem w kierunku pokazania, że wytworzyła się synergia między mną a morzem. Tracę równowagę. I wiem, że muszę czym prędzej znaleźć się w pobliżu burty, by w falach morza zatopić wyrzuty mdłości. Łzy napływają mi do oczu. Tak bardzo nie chcę, by ten koszmar się powtórzył. Zastanawiam się, co zrobić, by wraz z nadejściem kolejnej fali nie utopić siebie… Spoglądam w kierunku kokpitu. Za sterem stoi osoba, która wlewa we mnie nadzieję, że statek będzie poruszał się niczym akrobata na równoważni i żadne fale nie są straszne. Łagodzi nieco mój strach. Wiatr wieje coraz bardziej. W powietrzu unosi się chłód morskich tajemnic. W obawie przed kolejnym przypływem wyrzutów mdłości alienuję się i jestem blisko burty. Walczę z samą sobą, by powróciło uczucie spokoju. Wtulam się w barierki i próbuję włączyć się w rytm fal. Czuję, jak morze jest blisko mnie. W tym momencie bardzo zaczynam oddalać się od załogi, by zatopić w morzu to, co trudne. Myślę, jak rozplątać niewiadomą i jak poradzić sobie z tym, co odpływa… Moje serce wypełnia gęstwina nieokreślonych emocji, niektóre cele spadają na dno morza i pytam samą siebie dokąd zmierzam. Czego tak naprawdę chcę?

Fale przypominają orkiestrę i różnorodne dźwięki wybrzmiewają w rytm moich myśli. Jedna z nich obmywa pokład z pozostałości po wyrzutach mdłości i przy okazji też mnie. Czuję chłód. Zastanawiam się, czy tego morza nie jest już za dużo, czy nie powinnam skryć się w oazie bezpieczeństwa i zejść pod pokład jak większość załogi. Myślę o tym, co pozwoli mi przetrwać przelot. Zaczynam włączać się w życiodajne rozmowy w kameralnym gronie. Chcę utrzymać stan równowagi. Myśli plączą się pomiędzy logiką a emocjami. I nagle zapada cisza.

Słońce chowa się za horyzontem, czyniąc niewyobrażalny spektakl. Odcienie żółci i różu zmieniają się jak w kalejdoskopie. Promienie oświetlają tafle wody, czyniąc arcydzieło, którego w sposób odpowiedni nie przedstawi namalowany obraz ani żadna fotografia. Ten widok jest kojący. W tym momencie fale zaczynają układać się w harmonijny obraz. Otchłań morza przypomina skonsolidowane perspektywy czasu. Fale przypływają i odpływają, niczym sytuacje i poznani w życiu ludzie. W tym widoku dostrzegam różnorodne relacje. Wszystkie poplątane myśli zaczynają się porządkować. Pozwalam odpłynąć przeszłości. Czuję wdzięczność za każde doświadczenie. Wiem, że nie byłoby mnie tu bez konkretnych zdarzeń i poznanych wcześniej ludzi. Ostrożnie spoglądam za horyzont. Jednak  najważniejsze staje się dla mnie docenianie chwili. Wraz z napływem fali uczucia ulgi i ważności momentu dopływamy do Świnoujścia. Od tej chwili zagubiona wcześniej droga staje się rozświetlona przez gwiazdy. To doświadczenie pozwala stać się sobą i żyć tu i teraz z rozplątanymi niewiadomymi.

1 Comment

  • Edyta
    Posted 15 listopada, 2024 at 10:06

    Przepiękna opowieść🩷

Skomentuj